czwartek, 18 listopada 2010

8

Stałam chwilkę przed drzwiami. Kiedy uniosłam rękę, drzwi same się otworzyły. Na progu stała niska, siwiutka staruszka.
- Witaj złotko! – Pani Henia uśmiechnęła się przyjaźnie. – Czekaliśmy na ciebie. Wchodź, wchodź, Piotruś siedzi sobie w salonie. Daj płaszczyk, powieszę. Nie, nie zdejmuj butów. Chodź tutaj. Zaraz przyniosę ciasteczka. Herbatki?
- Tak, bardzo proszę.
Pani Henia krzątała się w kuchni, a ja weszłam do salonu. Piotruś leżał sobie na tapczanie i czytał grubą książkę.
- Cześć mistrzu! – powiedziałam wesoło. – Co słychać?
- Dzień dobry. Czuję się dobrze, dziękuję – odpowiedział bardzo grzecznie. Odwrócił się w moją stronę. Jego twarz była nienaturalnie blada, z wielkimi, szklistymi oczami. Chłopiec w ogóle sprawiał wrażenie strasznie wychudzonego, wymizerowanego.
- No, to dobrze. Co czytasz? – spytałam zaglądając mu w okładkę. – „Krzyżacy”? Nie za wcześnie na takie lektury?
- Ciocia powiedziała mi przed tym, jak umarła, że każdy prawdziwy Polak powinien przeczytać „Trylogię” Henryka Sienkiewicza. Ja bardzo chcę być prawdziwym Polakiem.
Zatkało mnie. Po prostu niw wiedziałam, co powiedzieć. Żeby coś takiego wpajać małemu dziecku? Rozumiem, patriotyzm, wierność ojczyźnie itd., ale bez przesady. Moim zadaniem ma być sprawienie, żeby ten chłopiec zaznał trochę rozrywki. Czułam, że nie będzie to łatwe. Na szczęście w tej chwili weszła pani Henia z tacą.
- Proszę moi kochani. Specjalnie upiekłam na dzisiaj moje kruche ciasteczka z marmoladą. Mam nadzieję, że będą wam smakowały.
- Na pewno pani Heniu, dziękujemy.
- Nie ma za co, nie ma za co – babcia Piotrusia wycofała się z pokoju. Spojrzałam na chłopca. Do głowy wpadł mi pewien pomysł.
- A próbowałeś czytać inne książki, np. „Władcę pierścieni”?
- U nas takich książek się nie czytuje.
- To mogłabym ci przynieść. Wiesz, myślę, że ta książka jest dla ciebie za trudna – powiedziałam wskazując na gruby tom spoczywający na jego kolanach.
- Co to znaczy za trudna?
- No, np. pamiętasz, jak się zaczyna? Pamiętasz początkowe losy Zbyszka? Wątek Juranda, Danuśki…?
- Oczywiście. Zaczęło się od… od… - w jego oczach zaszkliły się łzy. – Pamiętałem tylko… zapomniałem.
- Spokojnie – byłam przerażona, że płacze. – Nie martw się, to nic. I wiesz co? Uważam, że to jednak za trudna lektura dla ciebie. – Wstałam i wzięłam książkę z jego kolan. – Wrócisz do tego za kilka lat – powiedziałam kładąc księgę na półkę obok tapczanu.
- Ale czy to znaczy, że nie jestem prawdziwym Polakiem? – spytał płaczliwym głosem.
- Nie, nie. To oznacza tylko, że jesteś jeszcze młody, a fakt, że tak bardzo ci zależy, może świadczyć tylko o tym, że w przyszłości będziesz wielkim Polakiem.
- Naprawdę?
- No wiesz, ja przeczytałam „Krzyżaków” dopiero rok temu i nawet wtedy nie do końca zrozumiałam, o co w tym chodzi. – Piotrusiowi wrócił dobry humor. – A jeśli chcesz coś sobie poczytać, to masz tu coś „lżejszego”. – Wręczyłam mu mój egzemplarz „Harrego Pottera i Kamień Filozoficzny”. – Słyszałeś kiedyś o tym tytule?
- Tak. Moi bracia cioteczni kiedyś przyjechali do nas i włączyli na wideo film o podobnej nazwie. To pewnie była inna część. Film wydał mi się interesujący, tylko koniec był straszny. Tam był taki ogromny wąż.
- To była druga część. To jest pierwsza.
Obserwowałam uważnie twarz chłopca, który wpatrywał się w okładkę książki. Po chwili spytał nieśmiało:
- Czy… czy mógłbym zacząć już czytać?
Uśmiechnęłam się.
- Oczywiście. Ja dopiję raz dwa herbatę i uciekam.
- Tak, oczywiście.
Dopiłam szybko zimną już herbatę, złapałam dwa ciastka na drogę i zaczęłam zbierać się do wyjścia. Piotruś oderwał wzrok od lektury.
- Dziękuję bardzo za książkę, pani…
- Tak?
- Przypomniało mi się, że jeszcze mi się pani nie przedstawiła.
- O, rzeczywiście. Mów mi po prostu Bogusia, bez żadnej „pani”.
- Dobrze, więc dziękuję Bogusiu.
Gdy na niego spojrzałam, nie mogłam się powstrzymać – podeszłam do niego i pocałowałam w czoło.
- Nie ma za co. Do zobaczenia w środę – wybiegłam z pokoju.
- Do zobaczenia – usłyszałam jeszcze.
W przedpokoju zjawiła się pani Henia.
- Już uciekasz?
- Tak, już muszę. Jestem jeszcze umówiona.
- Ach, rozumiem. I jak Piotruś?
- No, dobrze. Wie pani, zmieniłam mu lekturę. Mam nadzieję, że nie ma pani nic przeciwko literaturze młodzieżowej, prawda?
- Nie, nie, absolutnie. To nawet lepiej. Za poważne to dziecko.
- Niech się pani nie martwi. Postaram się to zmienić.
- Dziękuję. To w środę o piątej, tak?
- Oczywiście, do widzenia.
- Papa.
Zeszłam na parter. Moja torba była o wiele lżejsza po oddaniu książki Piotrusiowi. Nie mogę powiedzieć, że jestem Potteromanką; po prostu kocham te książki. Ale przeczytałam je już tyle razy, że bez specjalnego żalu pożyczyłam ją chłopakowi. Przyłożyłam ucho do drzwi dwójki.
- To nie fair, pan oszukuje! – Misiek protestował. Pewnie grał w jakąś grę.
Westchnęłam. To chyba znaczy, że nieprędko wyjdzie.

Ded. dla pewnej osoby dzięki której
ta praca jest "poprawna stylistycznie"
deed. dla p. Gajek :D :D

1 komentarz: