Usiadłam na krzesełku w poczekalni. Obok mnie siedziało już kilka osób. Czułam miłe podniecenie. Naprzeciwko mnie na krześle bujała się ładna brunetka. Posłałam jej przyjacielski uśmiech. Odwzajemniła moje spojrzenie i usiadła szybko obok mnie. Wyszczerzyłam się jeszcze bardziej na myśl, że będziemy może kiedyś koleżankami „po fachu”.
- Hej, jestem Patrycja. A ty? – zaczęła rozmowę.
- Aneta.
- Wiesz, podobno mamy pracować pod pseudonimami. Ja już swój obmyśliłam. Co myślisz o Laurze? Ja osobiście uwielbiam to imię.
- Rzeczywiście bardzo ładne. Cóż, kiedyś pisałam wiersze i podpisywałam je Bogusia, Boguśka…
- Hmm. Pomysłowe. I myślę, że odpowiednie. Wiesz, słyszałam, że są bardzo wybredni. Ale chyba mają rację. Taka osoba to nie może być byle, kto…
- Emm? Jesteś bardzo pewna siebie.
- Oj, przepraszam. Chodziło mi o takich, którzy przychodzą tu dla zabawy albo dla pieniędzy. Miałam na myśli na przykład tego pacana, co siedzi tam przy drzwiach z tą słodziutką laleczką na kolanach. Mówię ci, aż mi się rzygać chce, jak patrzę czasem na takie dziewczyny. Co one ze sobą robią…♠ A wiesz słyszałam też… - Patrycja nawijała bez końca. Polubiłam ją. Była naprawdę sympatyczna. W jej towarzystwie nie trzeba martwić się o temat do rozmowy. Wystarczyło rzucić hasło typu „muzyka hip-hop”, a dziewczyna gadała i gadała bez końca. Tak minęła nam godzina oczekiwania na naszą kolej.
Wreszcie zostałyśmy w poczekalni same. Czułam nieprzyjemne ssanie w żołądku, po ciele przechodził mi dziwny dreszcz. „Czego tak się denerwujesz idiotko?” pomyślałam. „Aż tak ci zależy?” Ale im bardziej próbowałam się uspokoić tym większe zdenerwowanie czułam. Z pokoju wyszedł szybkim krokiem chłopak spod drzwi. Wyglądał na nieźle wkurzonego. Spojrzałam pytająco na Patrycję. Pokazała mi głową, żebym weszła pierwsza. Wzięłam głęboki wdech i przeszłam przez korytarzyk.
- Dź-dzień dobry – wyjąkałam.
- Och! – Za małym biurkiem siedział zmęczony facet w białej koszuli, który przywitał mnie zrezygnowanym głosem. – Dzień dobry. Dużo tam jeszcze osób?
- Nie, jeszcze tylko moja koleżanka – odpowiedziałam. – A co? Ciężki dzień, prawda? – zaryzykowałam.
- A żeby panienka wiedziała, że ciężki. A wiesz…, mogłabyś przyprowadzić tę twoją koleżankę? Chciałbym już skończyć i iść do domu.
- Oczywiście.
Po chwili siedziałyśmy we dwie koło biurka, a pan wyciągnął swoje kartki. Zadawał nam pytania, jak zachowałybyśmy się w różnych sytuacjach. Nawijała głównie Patrycja, a ja wtrącałam żartobliwe uwagi i komentarze. Starałam się cały czas uśmiechać; podobno to potrafi zdziałać cuda.
- A co byście zrobiły lub powiedziały komuś, kto właśnie dowiedział się, że stracił kogoś bliskiego?
- Hmm… - Patrycja na chwilę umilkła. – Myślę, że na pewno nie powinno się dużo mówić… I mmoże…
- A ty? – Facet zwrócił się do mnie.
- Ja? No, nie wiem, ale na pewno nie próbowałabym za wszelką cenę go pocieszyć. Myślę, że w takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłoby milczenie, ale w taki sposób, żeby ten ktoś poczuł, że ktoś przy nim jest, współczuje mu i chce pomóc…
- A jak według ciebie miałoby to wyglądać?
- Cóż. Jeśli byłaby to bliższa mi osoba, to usiadłabym koło niego i ścisnęłabym go za rękę albo po prostu przytuliłabym go. No, jeśli byłby to ktoś jeszcze niezbyt dobrze znany, to tak, nomm… Może zaproponowałabym herbaty i piłabym razem z nim, ale… no nie wiem. To chyba zależałoby od tego, kto by to był.
- Hmm… Ciekawe. To chyba wszystko.
- I co? Czy…? – spytała szybko Pati.
- Cóż, myślę, że nikt nie będzie miał mi za złe, jeśli zatrudnię w naszej firmie dwie urocze dziewczyny. Jeżeli wy się nie nadajecie, to trzeba chyba zamykać interes – po raz pierwszy uśmiechnął się. Rozradowane spojrzałyśmy po sobie. – To w poniedziałek o 14.00. Dostaniecie instrukcje. A jak będziecie wychodzić to zdejmijcie ogłoszenie z drzwi wejściowych. Mamy już pełny skład.
- Dobrze. Dziękujemy i do widzenia.
- Miłego popołudnia – dorzuciłam.
Wyszłyśmy na korytarz, zdjęłyśmy ogłoszenie o pracę i wyrzuciłyśmy je do kosza. Stałyśmy przez chwilę na chodniku patrząc na siebie, aż wybuchnęłyśmy niekontrolowanym śmiechem. Nie mogłam się powstrzymać, rechotałam jak głupia, aż ludzie się oglądali.
- No, to jesteśmy wolontariuszami! – ucieszyłam się.
- No. A właściwie gdzie mieszkasz?
- Ja? Na Pomorskiej.
- Gdzie? To chyba nie w centrum?
- Nie, to od Nowosolnej. Na obrzeżach.
- Aaa. Dojeżdżasz pewnie daleko do szkoły.
- Troszeczkę.
- Ale wiesz co? Jak jedziesz na Nowosolną, to w moim kierunku. Jedziesz 10?
- Mhm.
- No to chodź.
Wracałyśmy razem. Po drodze okazało się, że nasi dziadkowie mieszkają niedaleko siebie, koło ZOO. Nawet umówiłyśmy się na Falę. Ja po prostu kocham ten aquapark, a najbardziej sztuczną falę i dwie ekstra długie, kręte zjeżdżalnie. A pierwszy raz miałabym iść tam z przyjaciółką. Tak, sama już bezwiednie nazywałam Patrycję swoją przyjaciółką. W końcu nią była! Czułam to już po paru godzinach znajomości. Była moją najlepszą przyjaciółką. Do tego po fachu!!!
Ten rozdział dedykuję Natalii, która wiernie ocenia moje wypociny
I ocenia je uczciwie. Chodzi za mną prosząc mnie, żebym pisała
Dalej. To dzięki niej mogę obiecać, że ten blog będzie się jeszcze
Trochę ciąąągnął. :D Dzięki Natka!!!
Ktoś prosił, żeby te rozdziały były nieco dłuższe, więc... ;D
OdpowiedzUsuńBoguŚka !!
OdpowiedzUsuńDzięki ; **
Info dla innych czytelników:
Ta osoba (Natalia) to ja xd
hehe
Tak ja cały czas na przerwach cię o to
proszę bo to jest świetne ! < 33
Dziękuje ci Natalio że ją tak prosisz bo taka książka jest naprawde fajna
OdpowiedzUsuńPisz dalej